Jaszczurzy Golem
Nowy biogram w przygotowaniu...
Fergard Stratoavis? Pytasz o tego, który zwany był Boskim Remedium? Którego znano jako Jaszczurzy Golem? O którym mówiono, że jest synem Vecny i jego najwyższym kapłanem?
Pytasz o tego, który zniszczył moje dotychczasowe życie i zmienił je w niekończącą się batalię o dobro?
Nie patrz na mnie takimi zdziwionymi oczyma. Wiem dobrze, co mówię...
Cóż, moja historia była zwyczajna. Miałem kochających rodziców, dostatnie życie oraz ogólnie udany żywot. Co prawda, miałem wtedy raptem czternaście lat, ale mogłem mówić o sobie jak o kimś, kto osiągnął niemalże wszystko. Taak... Aż pewnego dnia wszystko się zmieniło. W jakiż to sposób, pytasz się mnie? Otóż, wtedy to pierwszy raz zetknąłem się ze światem innym niż mój. Alternatywną rzeczywistością, w której magia była na porządku dziennym. Nie mogę jednak powiedzieć, że to był przyjemny kontakt...
Słyszałeś o tan'nari? Nie? Pokrótce streszczę ci ich opis: Władcy Otchłani. Nieskończonej Warstwy Otchłani. Pytasz, cóż to? To Plan Zewnętrzny. Jeden z wielu, jakie to okalają Wielkie Koło. Spytasz z kolei, cóż to Wielkie Koło? To niestety historia na inny moment czasu. W każdym razie...
Tan'nari są demonami. Tak, chodzi mi o impy, balory, behemoty i inne wszelakie otchłanne bestie. Najechali nasz dom. Był wtedy piątek trzynastego. Zabawne, prawda? Pytasz o moich rodzicieli? Och, są bezpieczni. Ale teraz dochodzę do najważniejszego. Byłem zaskoczony i przerażony. Czytałem co prawda wszelakie tomy poświęcone demonologii, ale TO, z czym się zetknąłem przerastało moje oczekiwania. Dziesiątka tan'nari znanych jako Dretche. Mniejsze ode mnie, ale brutalne, silne i głupie jak buty. Udało mi się je łatwo wymanewrować i skoczyć do swojego pokoju po jakieś wsparcie. Założyłem swoje rękawice nabijane ćwiekami, złapałem za ułamaną drewnianą włócznię i zacząłem szukać wyjścia z tego piekiełka. Wtedy też stanąłem oko w oko z Dretchem. Pamiętam to doskonale. Obrzydlistwo, które roztaczało odór śmierci. Ale to coś... Bało się mnie. Zaskakujące, prawda? Demon boi się zwykłego dziecka? Cóż, wykorzystałem to i trzasnąłem poczwarę w łeb. Najwyraźniej wróciła jej dzięki temu trzeźwość umysłu, bo już chciała lecieć po pomoc. Doskoczyłem do niego i sprzedałem mu policzek ćwiekowaną rękawicą. Dobrze, że poświęciłem kilka nocek, by wyostrzyć ćwieki. Zatoczył się jak pijany i padł na ziemię. Ja zaś stałem jak zbaraniały, dziwując się temu czemuś. Wtedy też zauważyłem, że bestie podłożyły ogień pod mój dom. Zanim wybiegłem z pożogi, zderzyłem się z jakimś kawałkiem papieru. Był to tylko skrawek, ale napisane na nim było...
AKT ADOPCYJNY, a tuż obok Dom Dziecka w Umagu.
Stałem jak zbaraniały, nie mogąc uwierzyć. Byłem podłożony! Czasem w ten sposób przekomarzałem się z rodzicami, ale nigdy bym nie uwierzył w prawdziwość tego stwierdzenia. Dobrze, że w porę się otrząsnąłem. W ostatniej chwili wybiegłem z pożogi...
Zastanawiasz się, jaki ma to związek z Fergardem Stratoavisem? Cóż, powiem ci w swoim czasie...
C.D.N
Prawdopodobnie nadszedł czas, byś dowiedział się więcej o Fergardzie Stratoavisie. Wytłumaczę ci też - W miarę możliwości - Jak jest ze mną spokrewniony.
Wybiegłem z płonącego domu. Byłem zbyt roztrzęsiony. Umag był zbyt daleko. Nie wiedziałem, co począć. Wtedy miało miejsce moje drugie spotkanie z magią. Znalazłem wśród gruzu notatnik i pióro emanujące dziwnym blaskiem. Pomyślałem "Może się przyda". Chwilę później spotkałem się z magią po raz trzeci. Znikąd pojawił się portal. Tak, mówię o zwyczajnym teleporcie. Cóż, nie pozostawało mi nic innego, jak iść w stronę światła. Spotkałem tam też nieludzi... Ach, moja głowa. Oberżysto, Kwaśnej Smoczej!
O czym to ja... A tak. Zacząłem się zmieniać. Czy na lepsze czy na gorsze, tego nie wie nikt. W każdym razie, okazało się, że ów długopis posiada zdolność ożywiania istot, które zostały przezeń narysowane. Zacząłem je wykorzystywać w różnorakich celach, najczęściej w potrzebie. W każdym razie... Stałem się zwinniejszy, szybszy, inteligentniejszy... Jakby pobyt w nie - swoim świecie wyostrzał mi zmysły. Siedziałem jednak cicho. Nie wychylałem się, mieszkałem w niewielkim mieszkanku w mieście zwanym Megaville. To były obrzeża. W końcu zacząłem - tak jak Fergard - podróżować po wszelakich światach. Okrzepłem, zodważniałem i tak dalej. I wtedy znalazłem To.
Ostrza Zero, dokładnie te same, którymi posługiwał się Stratoavis. Z początku rzecz jasna nie traktowałem ich jak nie wiadomo czego, lecz jako broń, która przydawała się nadzwyczaj często, bowiem ataki na moją osobę powtarzały się. Zastanawiało mnie, dlaczego. I w końcu poznałem odpowiedź na to pytanie.
Znudzony? Nie dziwię się. Ale jeszcze nie zasypiaj. Skończę, a będziesz mógł się wyspać za wszelkie czasy.
Po kilku latach zdobywania sławy, doświadczenia i mocy w moje ręce z pokonanego oddziału vrocków trafił zwitek papieru. Przedstawiał on... Mnie jako nastolatka. Byłem zaskoczony. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy przeczytałem "Syn Fergarda Stratoavisa".
Teraz już wszystko rozumiesz?
Było tam wszystko, moje imię, mój sposób bycia, wszystko. Były tam też miecze. Obrazek przedstawiający te miecze, które trzymałem w dłoniach. Byłem zbyt zdziwiony, by się denerwować. Postanowiłem, że odnajdę tego całego Stratoavisa. Był moim biologicznym ojcem... A także niszczycielem mojego dotychczasowego życia. Oczywiście, nie wiedziałem, że go nigdzie nie znajdę. Bowiem Stratoavis wąchał kwiatki od spodu już od kilku lat...
Więcej wytłumaczę ci jutro. Opowiem ci w miarę krótko dokładną historię Fergarda oraz swoje ostatnie przeżycia. Tylko nie zapomnij przyjść.
C.D.N
- Rasa
- Pół - bies
- Profesja
- Podróżnik i najemnik
- Skąd
- nie wiadomo
- Tytuł
- Jaskiniowiec ( Szczegóły )
- Dołączył
- 2008-03-04 16:57
- Data urodzin
- 31 grudnia
- Ostatnia wizyta
- 2009-01-06
- Zainteresowania
- Stategie fantasy